Komórki macierzyste i oczyszczanie, czyli jak stworzyć kosmetyk idealny

/
0 Comments
Od dłuższego czasu miałam ogromną ochotę wypróbować kosmetyki Le Maadr, ale jakoś wciąż było mi nie po drodze. Gdy odezwała się do mnie pani Joanna z propozycją przetestowania kosmetyku tej firmy, niewiele się zastanawiałam. Wybrałam płyn micelarny z komórkami macierzystymi, nowość w porfolio marki.

Dotychczas stosowałam wodę micelarną z Tołpy, byłam z niej bardzo zadowolona i nie sądziłam, że coś będzie w stanie strącić ją z piedestału...


Dlaczego wybrałam akurat wodę micelarną? Według producenta dzięki zawartości Citrustemu pozyskiwanego z komórek macierzystych pomarańczy, zwiększa ekspresję genów odpowiedzialnych za poprawę struktury matrycy pozakomórkowej czyli reorganizuje i przywraca gęstość strukturze skóry właściwej zwiększając syntezę składników tworzących matrycę pozakomórkową. Poprawia się ogólna kondycja skóry, wzmacnia struktura jej poszczególnych elementów. Poprawia kondycję naczyń krwionośnych, uszczelnia je i zwężą dzięki zawartości ekstraktów z liści miłorzębu japońskiego (Gingko biloba) oraz kasztanowca zwyczajnego (Aesculus hippocastanum).

Zrozumiałyście coś? :) W dużym skrócie - woda przeznaczona jest do pielęgnacji cery naczynkowej. Czyli takiej, jak moja.

Z pękającymi naczynkami borykam się odkąd po świecie chodziły Sauropodomorpha. Długo ;) Wszystkie kosmetyki, które stosuję dają chwilowy efekt. Naczynka przez chwilę są mniej widoczne, po czym - powiedzmy, po tygodniu - mój nos wygląda, jakbym przez ten ostatni tydzień wlewała w siebie wódkę z czerwoną kartką. W ilościach zatrważających, podkreślę.


Muszę się też do czegoś przyznać - moje problemy prawdopodobnie wynikają... z braku konsekwencji. Używam jakiegoś kremu przez miesiąc, nawet jeśli pomaga, i tak kupuję inny. Mam obsesję na punkcie wypróbowywania nowych rzeczy, nie lubię "powrotów", nawet, jeśli coś okazuje się odkryciem na miarę - powrócę do tematyki prehistorycznej - kości diplodoka w jakiejś polskiej wsi. I tu pojawia się produkt, bez którego obejść się nie mogę - kosmetyk oczyszczający.

Nie jestem, po prostu nie jestem w stanie położyć się spać, bez oczyszczenia twarzy. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek mi się to zdarzyło. Nawet, gdy (baaaardzo rzadko) coś świętuję i ledwo stoję na nogach ;) Oczyszczenie musi być i już!

Woda micelarna Le Maadr okazała się strzałem w dziesiątkę!

Skład kosmetyku jest krótki i bardzo przystępny:


W butelce znajduje się 500 ml płynu, bardzo dużo. Stosuję ją regularnie od miesiąca, a została jeszcze połowa! Dla zapachowych wrażliwców - dobra wiadomość: kosmetyk pachnie bardzo delikatnie, nieinwazyjnie. 

A teraz o działaniu - woda doskonale nawilża. Wystarczy jedno przeciągnięcie wacikiem, a skóra jest odświeżona. Właściwości oczyszczające są wręcz nadzwyczajne! Nie stosuję może wysublimowanego, mocnego makijażu, jednak czasem nawet z tym kosmetyki oczyszczające sobie nie radzą. Powiadam Wam, z Le Maadr wystarczą 2 (słownie: dwa) waciki, do demakijażu całej twarzy. Nie ma efektu pandy, nie ma pozostałości podkładu, nie ma nic. Jest tylko cudowne nawilżenie...


I na koniec: działanie na naczynka. Zdecydowanie zauważalne. Regularne stosowanie, codziennie, dwa razy dziennie, dało bardzo dobre efekty. Naczynka na nosie są widocznie zmniejszone. Dodatkowo - mam wrażenie - rozjaśnieniu uległy niektóre przebarwienia, a cera odzyskała blask.

Reasumując: chyba w tym szczególnym przypadku zmienię swoje przyzwyczajenia i po wykończeniu butelki, skuszę się na kolejną. Cena sugerowana za 500 ml to PLN 89,00. Wydaje mi się, że całkiem rozsądnie, biorąc pod uwagę kompleksowe działanie i ogromną wydajność.




You may also like

Brak komentarzy: